… a co, jeżeli to jest jedna wielka ściema i spisek? Bo ja wiem – firm farmaceutycznych, uczelni medycznych, statystyków i kto tam jeszcze wie kogo?.. Skłaniałem się do tego wniosku i dojrzewał we mnie już od lat. Lat praktyki lekarza internisty i wielu innych specjalności w małym wiejskim ośrodku, gdzie musisz być uniwersalnym znawcą chorób i medykamentów. I ta zdumiona przykrość i zawód, kiedy kolejny raz odkryłem, że efekty stosowania poszczególnych lekarstw mają się nijak do tych opisywanych w mądrych księgach. Gdy wziąłem pod uwagę już wszystkie okoliczności mogące osłabić lub zmienić działanie leku, a on działał, albo nie. I byłem kompletnie bez wpływu. Nie żebym miał jakąś dramatyczną śmiertelność czy chorowalność – moje statystyki jako lekarza były nawet więcej niż zadowalające. Tyle że miałem przemożne wrażenie, że moje działania, cokolwiek bym nie zaordynował, kompletnie nie miały przełożenia czy konkretny pacjent wyzdrowieje…
Może to niezbyt się zbiega z przysięgą Hipokratesa, ale musiałem. Musiałem sprawdzić… Teraz już jestem pewien. Tak jak podejrzewałem – to jest jednak wielka ściema i spisek. I właściwie teraz czuję jakbym brał w nim udział. Fantastyczne uczucie! Teraz leki zapisuję wedle klucza – w poniedziałek na litery „A”, „B”, i „C”. We wtorek następne i tak dalej. A w moich statystykach nic się nie zmieniło. Czasem też zaszaleję z kolorami…

Komentarze

comments